Opowiada w swej kronice Jan Neugebauer protestant, który mieszkał w Kępnie
jako krawiec, że gdy w r. 1713 wybuchło morowe powietrze, udał się młodszy jego
brat do krewnych na Śląsku, gdzie się widocznie zaraził i skąd powędrował do
Ostrowa. Lecz w drodze koło Ostrzeszowa zmarł. Gdy się o tem ojciec jego, będący
starcem, dowiedział, wysłał Jana i siostrę jego 15-!etnią, by go pochowali, co też
uczynili. Lecz oboje też zachorowali. Jan wyzdrowiał, a siostra jego, zaraziwszy swą
chorobą całą rodzinę mieszkającą w Szklarce Mieleckiej, umarła. I tu warto
zaznaczyć, jak wówczas, kiedy to ludzie bezbronni byli wobec chorób zaraźliwych,
się broniono przeciw zarazom. Otóż po prostu ludzie wydalili całą familję
Neugebauerów ze wsi i zapędzili ich do lasu, nie troszcząc się wcale o ich los, wkoło
zaś lasu postawili straże. Nieszczęśni zaś chorzy pozbawieni dachu nad głową,
opieki lekarskiej i żywności, wymierali powoli, chociaż Jan ukradkiem przynosił im
żywność. Później pozwolono mu to czynić ale zostawiać musiał żywność w pobliżu
chorych, nie wolno zaś było mu się z nimi stykać. Gdy umarł ojciec jego Baltazar,
który grzebał swą rodzinę a zostało się tylko dwoje dzieci 8 do 10 letnich, Jan nie
mogąc oddać ostatniej przysługi ojcu, wszedł na drzewo i dzieciom z daleka mówił,
co mają robić. Wykopały więc dół, wciągnęły ojca do grobu i zasypały go.

Reklamy